Mój token personalny – RespectCoin

Stworzyłem własny token personalny. Wiem, że wśród moich Widzów jest sporo osób, które interesują się kryptowalutami. To właśnie z myślą o Was powstał RespectCoin, czyli pamiątka za wspieranie i śledzenie mojej pracy.

Informacje ogólne:

Sieć: ETH
Nazwa tokena: RespectCoin
Skrót: RSP
Adres kontraktu: 0x6ac4bc945d17968d30c0463df7ff445241301048
Decimals: 18
Ilość: 21 000 000
Link do repozytorium: github.com – RespectCoin

UWAGA! Nie zamierzam sprzedawać RespectCoinów! RespectCoin NIE JEST tokenem, który powstał, abym mógł wyprzedać go wśród swoich fanów, wzbogacić się na tym i przestać interesować się jego dalszymi losami.

Mój token personalny to pamiątka zapisana na blockchainie. Powstał po to, aby zostawić widoczny i trwały ślad po wszelkiej pomocy, którą od Was otrzymałem.

RespectCoiny zamierzam konsekwentnie przekazywać osobom, które śledzą moją aktywność dziennikarską. Będzie można je otrzymać przy okazji cyklicznych rozdań (np. dla osób obserwujących mnie na różnych portalach społecznościowych), podczas obecności na moich prelekcjach lub za wspieranie mnie w jakikolwiek inny sposób. RespectCoiny zamierzam również rozdawać na całym świecie – odwiedzając kolejne państwa.


Jak otrzymać „monety szacunku”?

Aby otrzymać RespectCoiny skorzystaj z formularz kontaktowego lub prywatnej wiadomości na facebooku. Napisz dosłownie jedno-dwa zdania – od kiedy śledzisz moją działalność i czy kiedykolwiek, w jakikolwiek sposób ją wsparłeś/wsparłaś. Wklej również adres Twojego portfela, a ja wyślę Ci RespectCoiny.

Pamiętaj, aby dodać token w swoim portfelu. Nazwę, skrót, adres kontraktu i liczbę miejsc po przecinku (decimals) podałem wyżej.

Uważne śledzenie mojej aktywności pozwoli sprawnie zbierać RespectCoiny. Rozdania mogą pojawić się dosłownie wszędzie – przypominam, że jestem aktywny na wielu portalach społecznościowych – youtube, facebook, twitter, instagram, snapchat, wykop, steemit, minds. Informacja o rozdaniu może zostać umieszczona np. w opisie filmu na youtubie, w relacji na instastory, albo sekcji komentarzy pod postem na minds. Podsumowując: warto bacznie śledzić to, co tworzę. Regularne odwiedzanie mojego bloga i obecność na moich prelekcjach również pozytywnie wpłynie na ilość „monet szacunku” w Twoim wirtualnym portfelu.

RespectCoiny są zawsze ze mną. Będąc blisko mojej twórczości masz szansę na zdobycie coraz większej ilości RespectCoinów.

Wystąpiłem na TEDx

Dużo się dzieje. Wystąpiłem na konferencji „TEDx” (będąc bardziej precyzyjnym – „TED”, czyli Technology, Entertainment and Design). Powtórzę za Wikipedią: celem konferencji jest popularyzacja – jak głosi motto – „idei wartych propagowania”. Myślę, że każdy, niezależnie od tego czym się interesuje, kojarzy przemówienia z tym charakterystycznym, czerwonym napisem „TEDx” w tle. Marka istnieje na rynku od ponad 30 lat i oplata swoim zasięgiem wiele zakątków świata. Na konferencji przemawiali między innymi Bill Gates i Stephen Hawking. Kanał TEDx na YouTubie ma prawie 13 milionów subskrypcji i ponad 2,5 miliarda wyświetleń. Po otrzymaniu zaproszenia na TEDxTarnow nie zastanawiałem się ani przez moment.

Przyznam szczerze – nie do końca wiedziałem, czego się spodziewać. Markę oczywiście dobrze znałem, jednak nigdy nie miałem okazji uczestniczyć w takiej konferencji. Byłem nastawiony bardzo chłodno – oczywiście zdawałem sobie sprawę z prestiżu wydarzenia, jednak nie spodziewałem się fajerwerków na miejscu. Myliłem się. Teraz mogę napisać tylko jedno – jeżeli każda konferencja TEDx wygląda tak dobrze, jak TEDxTarnow, to jeśli macie okazję się na niej pojawić – nie wahajcie się ani chwili. Wydarzenie trwało ponad 6 godzin i nawet nie zauważyłem, jak szybko minął mi ten czas. Przemówienia były bardzo ciekawe, podobnie jak atrakcje pomiędzy nimi (najróżniejsze pokazy i występy). Do tego wszystkiego najważniejszy element – bardzo pozytywni i aktywni ludzie. Podsumowując najkrócej jak to możliwe: rewelacja. Gratulacje dla organizatorów.

Moje przemówienie będzie dostępne za kilka tygodni. Organizatorzy wysyłają wszystkie nagrania do USA, tam przechodzą one przez centralę i trafiają na wspomniany wcześniej, główny kanał „TEDx Talks”.

Co u mnie poza opisaną wyżej konferencją? Być może z Waszego punktu widzenia dzieje się stosunkowo niewiele – w końcu bardzo rzadko pojawiają się nowe filmy, jednak uwierzcie na słowo – praca nad drugą serią mojego programu wre. Aktualnie finalizuję pierwszy etap produkcji, czyli zbiórkę w serwisie Polak Potrafi – wciąż czekam na adresy do wysyłki, a w międzyczasie produkuję, sortuję i pakuję nagrody. Tempa nabiera również drugi etap produkcji, czyli przygotowania – skrzynka e-mailowa jest w ruchu niemal codziennie (w ostatnich dniach koresponduję głównie z Afryką i Azją). Realizacja zdjęć to tylko „wisienka na torcie” w całej machinie produkcyjnej. Większość spraw trzeba przygotować już teraz – i właśnie tym się zajmuję.

PS. Kilka dni temu prosiłem o wypełnienie ankiety, która podsumowuje pierwszą serię mojego programu. Jeżeli ktoś jeszcze tego nie zrobił, a ma wolną chwilę, to odsyłam tutaj. Z góry dziękuję. Ten Świat Jest Nasz!

Zdjęcie: TEDxTarnow

Janusz Korwin-Mikke – od przygód w więzieniu, po San Marino i Tajwan (wywiad)

Bardzo nietypowy efekt rozmowy z JKM. Zawiodło urządzenie zapisujące dźwięk, które po kilkunastu minutach po prostu się wyłączyło. Umknęło to mojej uwadze w trakcie wywiadu. W efekcie zostałem z pierwszą połową rozmowy w bardzo dobrej jakości i drugą połową z fatalnym dźwiękiem. Po facebookowej konsultacji z moimi Widzami zdecydowałem, że drugą część opublikuję z formie tekstowej, ponieważ szkoda byłoby nie publikować nagrania w ogóle. Miłego seansu i miłej lektury! 😉

Część 1 – wideo:

Część 2 – tekst:

Wojciech Siryk: Myślę, że możemy przejść do dzisiejszego świata. Wspomniał Pan już o San Marino, Liechtensteinie i Szwajcarii. Gdzie jeszcze według Pana życie jest zorganizowane sensownie?

Janusz Korwin-Mikke: Tajwan był zorganizowany sensownie. Już teraz nie jest. Tam kiedyś nie było demokracji, rządził Kuomintang. Było o wiele lepiej, był to jeden z pięciu najszybciej rozwijających się krajów. W tej chwili jest tam niestety demokracja i grozi, że Tajwan ogłosi niepodległość i wprowadzi socjalizm, bo tego chce „dobry obywatel” Tajwanu – już mniej więcej po połowie głosów jest na Tajwanie. To jest szokujące dla ludzi – „co to znaczy, że Tajwan ogłosi niepodległość? to on nie jest niepodległy?” – otóż nie. Tajwan, to nie jest żaden Tajwan, tylko Republika Chińska. Z punktu widzenia Tajwanu – Chiny należą do Tajwanu, a nie odwrotnie. Obie te strony zgodnie uważają, że istnieją jedne Chiny. Natomiast ci demokraci na Tajwanie uważają, że nie – oni nie są Chińczykami, tylko oni są Tajwańczykami, nie mają nic wspólnego z Chinami i chcą ogłosić odseparowanie od Chin – i w tym momencie moim zdaniem nastąpi interwencja armii chińskiej i co więcej – połowa Tajwańczyków to poprze, bo to są Chińczycy, a nie Tajwańczycy. To jest jeden z punktów zapalnych – Chiny i obszar na południe od Chin. Morze Południowochińskie, gdzie jest możliwość wybuchu wojny światowej.

Takie kraje jak Korea Południowa – przecież ona była dyktaturą. Singapur – dyktatura. Hongkong – dlaczego był takim tygrysem gospodarczym? Dlatego, że to była kolonia brytyjska. Niepodległe Chiny miały koszmar Mao Zedonga, a kolonia brytyjska Hongkong miała świetny ustrój i bogaciła się błyskawicznie. To dowodzi, że nie jest ważna niepodległości, tylko kto rządzi. Jeżeli Polską rządził król Batory, to było nawet nieźle. Jak rządził Wiśniowiecki, to było nie najlepiej. Nieważna jest narodowość rządzącego, ważne jest, żeby rządził dobrze. Szkoci, którzy rządzili Hongkongiem robili to bardzo dobrze.

Wojciech Siryk: Czy Tajwan to nie jedyny kraj, w którym Pan zwycięża w wyborach wśród Polaków, którzy tam głosują?

Janusz Korwin-Mikke: Możliwe. Pamiętam, jak były pierwsze wybory. Pamiętam wyniki. Tokio – jesteśmy na pierwszym miejscu. Potem wszedł Pekin – jesteśmy na pierwszym miejscu. Później Delhi – jesteśmy na pierwszym miejscu. Następnie zgodnie z linią czasu Moskwa – od razu spadliśmy na czwarte miejsce (śmiech).

Wojciech Siryk: Często chwali pan dzisiejsze Chiny. Przed chwilą ich Pan nie wymienił?

Janusz Korwin-Mikke: Ja twierdzę, że Chiny, dzięki temu, że nie należą do Unii Europejskiej i nie dostają ani centa z Unii rozwijają się znakomicie. Ale już od dwóch-trzech lat krytykuję Chiny za nadmierny triumfalizm. Są oszołomieni sukcesami, mają za dużo pieniędzy, w związku z czym zdzierają pieniądze i robią różne państwowe inwestycje – np. kolejną kolej, która jeździ 500 km/h. To jest bardzo droga inwestycja. Ona oczywiście budzi podziw, ale to jest przeinwestowanie. Jeżeli chodzi o mieszkania – również się przeinwestowali. Teraz w Chinach dom jedenastopiętrowy buduje się sześć dni. Jeszcze dziesięć lat temu gnieździli się w ciasnych klitkach, a w tej chwili mają pustostany. Wybudowali tego od cholery w ramach walki z bezdomnością i mają tych mieszkań za dużo. Byłem w Chinach w takim osiedlu, jak na Chiny dosyć luksusowym – widziałem tam, że co czwarty domek jest do wynajęcia albo na sprzedaż.

Wojciech Siryk: Jeżeli chodzi o Chiny w skali makro, to tam jest tak samo jak w Europie problem z dzietnością. Skończyła się polityka jednego dziecka i… niewiele to zmieniło.

Janusz Korwin-Mikke: Niestety jest to poważny problem. Polityka jednego dziecka odziedziczona po Mao Zedongu jest koszmarem, ponieważ powodowała, że ludzie zabijali często dziewczynki, żeby dochować się chłopca – odkąd badania prenatalne pozwalały ustalić płeć, to robiono po prostu aborcje. W wyniku tego mają nadprodukcję mężczyzn, co z reguły powoduje, że kraj staje się bardzo agresywny – coś z tymi mężczyznami trzeba zrobić, idą podbijać sąsiednie kraje, żeby mężczyźni wieli wybranki. Chińczycy na szczęście, o czym mało kto wie – nie są narodem agresywnym. W Chinach, co ciekawe, zawód żołnierza jest uważany, za nieco gorszy, żeński. Zawsze dowódcą armii był krewny cesarzowej, a nie cesarza. Żołnierze byli zawodem nie szlachetnym, poważanym, ale wręcz takim pogardzanym, więc Chińczycy nie mają tej agresywności we krwi, ale potrafili robić zabory – w końcu Mandżurię i Tybet podbili.

Wojciech Siryk: Chodziło mi o to, że mimo, iż niedawno oficjalnie zakończono politykę jednego dziecka, to niewiele to zmieniło. Kobiety nie chcą rodzić dzieci, ponieważ to jest wydatek, pewne obciążenie, wolą nowoczesny styl życia i tak dalej…

Janusz Korwin-Mikke: Miałem taką dyskusję w p. Jerzyn Urbanem, kilkadziesiąt lat temu i on mi w końcu nie zamieścił artykułu. Była taka ostra dyskusja. Ja usiłowałem p. Urbanowi tłumaczyć, że jeżeli dzisiaj, przy tym stosunku ludzi starszych do młodszych nie opłaca się mieć dzieci, to następnemu pokoleniu tym bardziej nie będzie się opłacało mieć dzieci i to spowoduje spiralę śmierci. To było sprzeczne z jego poglądami, nie umiał tego obalić, więc po prostu nie zamieścił artykułu.

Wojciech Siryk: Zdaje się, że Chiny podobały się Panu w skali mikro, np. duch wolnej przedsiębiorczości na ulicach?

Janusz Korwin-Mikke: Zdecydowanie. Najbardziej podobało mi się to, o czym mówię na każdym kroku. Poznałem sporego przedsiębiorcę. Nazajutrz spotykam go na ulicy z siatką w ręku i on na mój pytający wzrok mówi, że idzie sobie kupić dwa mieszkania i w siatce ma pieniądze. Więc ja go pytam, czy rząd się nie pyta, skąd ma pieniądze. Facet zdębiał – jak to? dlaczego rząd miałby się pytać skąd ja mam pieniądze? Czyli 35 lat po Mao Zedongu Chińczycy są już normalnie, a na naszym kontynencie Europejczyk jest ciągle niewolnikiem, który uważa, że państwo ma prawo zaglądać mu do portfela i sprawdzać skąd ma pieniądze.

Wojciech Siryk: Z drugiej strony w ostatnim czasie mamy coraz więcej informacji, że w Chinach wdrażają kolejne metody inwigilacji – a to coraz bardziej rozbudowane systemy monitoringu, a to sposoby internetowe?

Janusz Korwin-Mikke: Niestety od kilku lat coraz mniej podoba mi się to, co się stało. Wyraźnie dziedzictwo Deng Xiaopinga zostało już zapomniane. Biurokracja, w miarę swoje rozwoju chce coraz więcej. Nawet nie chcąc – oni to po prostu robią, taka jest natura biurokracji, że ona się rozprzestrzenia i obejmuje coraz większe obszary działania. Odróżnijmy dwie rzeczy – inwigilację, od działania. To, że władza chce wiedzieć co się dzieje – w tym nie ma nic złego, pod warunkiem, że nie wykorzystują tego w niecnych celach i służy to tylko zwalczaniu przestępców. Niestety problem polega na tym, że jeżeli władza ma informacje, to ma jednocześnie przemożną chęć ich użycia. I to nawet nie o to chodzi, że biurokrata tego chce, tylko o to, że tego się lud domaga, np. „wiecie, że na tym skrzyżowaniu są jakieś problemy, to dlaczego nie zrobicie tam jakichś kamer” – ludzie sami chcą więcej kamer i większej ilości policjantów na ulicach. Na tym polega przewaga monarchii, że monarcha może ignorować dążenia większości ludzi i postępować zgodnie z rozsądkiem. Jak wiadomo większość ludzi jest jednak nierozsądna. Ludzie w swoich sprawach, są rozsądni. Są nierozsądni, jak wydają cudze pieniądze.

Pamiętam spotkanie w Brzegu Dolnym, 30 lat temu. Ktoś zadał pytanie „czy jak wy dojdziecie do władzy, to jak będzie się odbywała prywatyzacja, to jak spowodować, że mienia nie zabierze czerwona nomenklatura, albo obcy kapitał”. Na co kolega Borkowski – „czy jak pan prowadzi swój samochód na giełdę, to pan sprawdza czy nie kupi go czerwona nomenklatura albo obcy kapitał, czy pan sprzedaje go temu, kto da najwięcej”. Czyli ze swoim samochodem człowiek się obchodzi rozsądnie. Natomiast z cudzym mieniem, to mu się Niemiec nie podoba to nie sprzeda Niemcowi, albo Chińczyk mu się nie podoba, to nie sprzeda Chińczykowi, czyli nie sprzeda temu, kto da najwięcej, tylko zaczyna coś wymyślać. Dlatego ludzie powinni jak najwięcej decydować o swoich sprawach – jak swoje dzieci wychowywać, czy je szczepić, albo jak się leczyć. Natomiast nie wolno ludziom decydować o innych. Była taka dyskusja – czy dzieci powinny chodzić do szkoły w wieku lat sześciu, czy siedmiu. Oczywiście absurdalna dyskusja. Ktoś wpadł na pomysł, żeby zrobić referendum. Minister nie zna mojego dziecka, ale przecież większość też nie zna mojego dziecka. Referendum jest jeszcze bardziej absurdalne, niż decydowanie o tym przez ministra. W normalnym kraju nie ma takich problemów, bo jak mówił Stefan Kisielewski „socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności nieznane w żadnym innym ustroju” i w wyniku tego w normalnym kraju ojciec decyduje, gdzie jego dziecko ma iść do szkoły, bo to jest jego dziecko. I do jakiej szkoły, czy w ogóle do szkoły. Natomiast dzisiaj mamy do czynienia z sytuacją w której sprawą wieku szkolnego zajmują się sejm, senat, prezydent, sądy, trybunał konstytucyjny i tak dalej…

Wojciech Siryk: Zostawmy Chiny, jednak nie wracajmy jeszcze do Europy. Czy aktualnie jeszcze gdzieś można szukać inspiracji według Pana?

Janusz Korwin-Mikke: Trudno powiedzieć. Czasami ludzie mają błędne pojęcie o kraju, bo nie wiedzą jak to wygląda naprawdę. Jak np. kiedyś pisał słynny Alexis de Tocqueville – nie wolno sądzić o kraju, na podstawie przepisów prawnych. Na przykład był okres, kiedy we Francji była kara śmierci za głoszenie ateizmu. XIV wiek? Nie, to czasy Woltera, także kara obowiązywała, natomiast nikt jej nie przestrzegał (chociaż Wolter w pewnym momencie musiał uciec do Belgii). Generalnie rzecz biorąc, jeżeli np. pan wprowadzi wysoki podatek, np. dochodowy 80%. To pan powie, że to jest straszny kraj. Jeżeli w rzeczywistości się okaże, że nikt tego podatku nie płaci i naprawdę płacą 3%, to w rzeczywistości jest to kraj bardzo wolny. Tak jest zresztą w Chinach. Tam wbrew pozorom podatki są na poziomie europejskim, tylko nikt ich nie płaci. Dopiero jak firma jest trochę większa, to pojawia się u nich urzędnik i mówi „widzimy ile pan tutaj zarabia, może by pan coś wpłacił do izby skarbowej, bo jak nie, to sprawdzimy wszystkie pana rachunki”, no i facet zaczyna czym prędzej coś tam płacić. Jeżeli jest to bardzo duża firma, to wtedy oczywiście tak jak w Europie – ściągają te podatki.

Wojciech Siryk: Afryka? Ameryka Południowa?

Janusz Korwin-Mikke: Był taki kraj, właściwie istnieje do dzisiaj – podzielony na trzy państwa. Somalia. To był kiedyś znakomity przykład. Jest taka książka „Anarchia, państwo i utopia” Nozicka. On w tej książce udowodnił, że jeżelibyśmy wprowadzili anarchokapitalizm, taki ultra-liberalizm, to wtedy poszczególne mafie zaczną montować własne państwa wewnątrz tego kraju i wprowadzą swój zamordyzm. Somalia była znakomitym państwem, bardzo liberalnym, właściwie nie było rządu – prywatne uniwersytety, prywatne linie lotnicze. Niestety pojawiło się kilka mafii, zaczęło się ze sobą bić, w tej chwili to się rozpadło na trzy państwa.

Botswana to jest kraj afrykański. Chyba jedyny kraj na świecie, który ma w konstytucji, że nie wolno im przyjąć nie tylko darowizny, ale również pożyczki zagranicznej. Nie wolno im nic przyjąć i rozwija się bardzo dobrze. Pamiętam jak byłem w Parlamencie Europejskim i przyjechał pan George Soros. Miał tylko jeden postulat – rządy mają od banków pożyczać. Wyszedłem w ramach protestu. Uznałem, że słuchanie takich bzdur, to jest jakiś skandal. Niestety obawiam się, że ta idea zwycięży – Polska się zadłuża w dalszym ciągu, czyli stosuje receptę pana Sorosa.

Wojciech Siryk: Wróćmy do Europy. Liechtenstein, San Marino? Większość Polaków odpowie, że to nie są przykłady, ponieważ mieszka tam zaledwie kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

Janusz Korwin-Mikke: To podzielmy Polskę na trzysta San Marino i trzysta Liechtensteinów i będziemy mieli dobrze, tak?

Wojciech Siryk: To się nasza państwowość rozleci.

Janusz Korwin-Mikke: No to dobrze, ale o co chodzi? Republika Tarnobrzeska, albo Księstwo Sandomierskie. Coś się stanie wtedy?

Wojciech Siryk: Wracając do tego, co powiedział Pan na początku rozmowy, tzn. że podróż może zniekształcić obraz kraju. To chyba podróż do tak małego miejsca, jak San Marino, czy Liechtenstein wręcz przeciwnie – są na tyle małe, że można zobaczyć je w całości. Pan zdaje się niedawno odwiedził obydwa te miejsca?

Janusz Korwin-Mikke: Muszę powiedzieć, że mimo, iż jestem monarchistą, to bardziej mi się podobała Republika San Marino, niż Księstwo Liechtenstein, gdzie oczywiście jest wolny rynek. Nie podoba mi się ich podejście do gospodarki. Oni specjalnie zawyżają ceny, w wyniki czego towar w Liechtensteinie kosztuje gigantyczne pieniądze. Sam nie kupiłem żadnej pamiątki w tym kraju, a w końcu do biednych nie należę – wtedy byłem członkiem Parlamentu Europejskiego. Pamiątki były tak potwornie drogie, że szkoda mi było wydawać na nie pieniądze. Podpowiadam – można robić w Polsce pamiątki z Liechtensteinu i sprzedawać na granicy Liechtensteinu – świetny zarobek (śmiech). Taki poziom cen jest świadomie utrzymywany. To jest polityka ludzi, nie tylko parlamentu, czy księcia. Człowiek otwiera np. aptekę i może mu to zrobić firma z Liechtensteinu za 80 000 franków, albo firma z Austrii za 55 000 franków. On wybiera firmę z Liechtensteinu. Gdyby wybrał firmę z Austrii – to do jego apteki nikt by nie przychodził.

Wojciech Siryk: W Polsce nazywa się to teraz patriotyzmem gospodarczym.

Janusz Korwin-Mikke: To właśnie mi się nie podoba. Ale w Liechtensteinie tak to działa. Mają masę gastarbeiterów. Firma Hilti to jest firma z Liechtensteinu – potężna firma. Jako gastarbeiterzy przyjeżdżają Szwajcarzy – co jest szokujące, już nie mówię o Austriakach. Benzyna jest tam o połowę droższa niż w Austrii, a ludzie nie wyjeżdżają do Austrii, żeby tam tankować. Polacy by to zrobili natychmiast. Tak więc ten system arystokratyczny wolnego rynku to nie jest to, co mi się podoba. Wolałbym San Marino.

Wojciech Siryk: Kiedy do Polski zaczną przyjeżdżać Szwajcarzy jako Gastarbeiterzy?

Janusz Korwin-Mikke: Przypomnę, co powiedział prof. Rybiński – jeżeli Korwin się dorwie do władzy, to będzie 6 miesięcy potwornego burdelu, a później wzrost gospodarczy 10%. Ja twierdzę, że 15%, ale nie będę się kłócił z prof. Rybińskim. Kraj będzie się rozwijał gwałtownie. Nie wiem czy będzie się opłacało Szwajcarom, czy Białorusinom albo Ukraińcom – tutaj bariera językowa jest mniejsza, więc raczej stąd będą brani gastarbeiterzy. Ale może zegarmistrzowie? Przy okazji podzielę się ciekawostką. Kiedy pierwszy raz przejeżdżałem przez Szwajcarię, wysiadłem z pociągu i zdębiałem. Całe ulica, 400 metrowa, szeroka i po obu stronach same sklepy z zegarkami i te kukułki wyskakujące (śmiech). Byłem zszokowany. Na tych czterystu metrach widzi pan setki sklepów i wszędzie kukułki wyskakują. Imponujące, nie wiem czy dalej jest tak samo – dawno nie byłem w Szwajcarii. Mój ojciec, który był wcześniej w Szwajcarii miał zegarek, który od pewnego czasu nie działał. Wszedł do sklepu w tej firmie, pokazał zegarek, facet wymienił mu ten zegarek. Ile płacę? Nic – pan przez 60 lat reklamował naszą firmę!

Wojciech Siryk: Podsumowując – czekamy na Szwajcarów pracujących w Polsce. Dziękuję za rozmowę!

Janusz Korwin-Mikke: Dziękuję bardzo.

Uwaga! Aktualnie prowadzę zbiórkę pieniędzy w serwisie PolakPotrafi.pl – to właśnie ta zbiórka pokaże „na czym stoimy”, czyli ile krajów uda się zaprezentować w drugiej serii programu. Zachęcam do wpłat właśnie przez wskazaną stronę. Do wyboru jest bardzo wiele nagród – pocztówki, upominki, gadżety, program w wersji fizycznej, foto-książki oraz e-booki (ekonomiczne i biznesowe). Każdy znajdzie coś dla siebie. Z góry dziękuję za wsparcie mojej pracy.

Zbiórkę poparł sam Janusz Korwin-Mikke: „Muszę powiedzieć, że program „Ten Świat Jest Nasz” pokazuje coś, co w Europie wydaje się bajką o żelaznym wilku. Byłoby dobrze, zeby ludzie mogli to zobaczyć, także jeżeli ten program będzie mógł się rozwijać – państwo wesprzecie ten program, żeby pokazywać inne zakątki świata, gdzie jednak panuje wolność, a nie spory między panem Tuskiem, a panem Kaczyńskim. Byłoby naprawdę bardzo dobrze. Może to coś da, kto wie…”

Polecam uwadze również pierwszy odcinek „talk-show bez show”. Moim gościem był Michał Sikorski. Rozmawialiśmy m.in. o Tajlandii, Filipinach, Białorusi, Ukrainie i Rosji.

Intro programu Ten Świat Jest Nasz

Mimo, że od premiery programu Ten Świat Jest Nasz minęło już prawie siedem miesięcy, to ja wciąż nie zdążyłem oficjalnie podziękować twórcy czołówki programu. Mariusz Kuszaj, bo o nim mowa naprawdę zna się na rzeczy i z dużą dokładnością wprowadzał kolejne udoskonalenia wedle moich uwag.

Kontakt: zkresow@gmail.com – szczerze polecam usługi Mariusza!

Prezentacja obrazująca dotychczasowe realizacje Mariusza:

Największe wyzwanie w życiu

Dawno nie pisałem (prawie dwa miesiące). Wybaczcie zaniedbanie bloga. Jak wiadomo to wideo w mojej działalności jest najważniejsze, jednak statystyki pokazują, że niemały procent moich Widzów nie tylko ogląda, ale również czyta. Najpierw intensywnie przygotowywałem zbiórkę pieniędzy w serwisie PolakPotrafi.pl, a teraz równie intensywnie muszę ją promować. Od kilku tygodniu dzień kończę po trzeciej w nocy, a kolejny zaczynam zaledwie kilka godzin później. Tym razem będzie krótko i konkretnie.

Jeżeli ktoś chciałby poznać szczegółowo moje plany związane z drugą serią programu „Ten Świat Jest Nasz”, to zapraszam na podlinkowaną kilka zdań wcześniej stronę projektu. Myślę, że nie ma potrzeby, abym dublował tamtą treść również na blogu. Na stronie projektu wszystko przedstawione jest w spójnej, przejrzystej formie. Pierwsze dziesięć dni tego projektu to dla mnie spora lekcja na temat prowadzenia zbiórek crowdfundingowych. Rynek zweryfikuje – na razie idzie całkiem dobrze. Zbieram do 13 czerwca.

Chciałbym Wam, czyli chyba najwierniejszym fanom (w końcu nie tylko oglądacie, ale również czytacie) uświadomić przed jak dużym wyzwaniem stanę wraz z moją ekipą realizując drugą serię mojego programu. Mimo, że moja zbiórka trwa dopiero 10 dni, to zdarzyło mi się usłyszeć „gdzieś tam za plecami” uszczypliwe głosy po których wnioskowałem, że ich autorzy nie do końca zdają sobie sprawę z kosztów produkcji. Widzą jedynie, że „gość będzie miał tyle tysięcy złotych na wycieczki”. Ich ignorancja jest ogromna. Porównajcie moją zbiórkę z innymi tego typu. Autorzy innych kampanii crowdfundingowych aplikują najczęściej o kilkadziesiąt tysięcy złotych na JEDEN film, JEDNĄ książkę, czy JEDNĄ akcję. My zamierzamy stworzyć kilkanaście odcinków z trzech kontynentów. Pamiętajcie również o prowizji serwisu i koszcie nagród dla wspierających. To będzie nie tylko wyzwanie dziennikarskie, ale również finansowe. Więcej na ten temat w moim ostatnim wywiadzie dla Kontestacji (od minuty 01:00:45).

Myślę, że może być to dla Was jasny sygnał, że nie zamierzam stworzyć „jakichś tam” odcinków, tylko program na najwyższym poziomie, ponieważ będę musiał go później obronić na rynku! Będzie to ogromne wyzwanie, ponieważ realia dzisiejszego internetu mocno różnią się od tych sprzed kilku lat. Prosty przykład – kilka lat temu linki z YouTuba rewelacyjnie rozchodziły się po facebooku. Dzisiaj? Dodając do posta link przekierowujący na YouTuba otrzymuje się „w prezencie” kilka razy niższy zasięg…

Raz jeszcze link do mojego projektu: „Ten Świat Jest Nasz” – rywalizacja z największymi TV – z góry dziękuję za Wasze wsparcie!

Konsekwentna, rzetelna praca. Małymi kroczkami, ale nieustannie do przodu! Ten świat jest nasz!

Czas podkręcić tempo

Pierwszy odcinek programu „Ten Świat Jest Nasz VR 360°”, czyli w praktyce pierwszy odcinek making-ofów programu „Ten Świat Jest Nasz” można już obejrzeć w serwisie YouTube. Plan zakładał, że kolejne epizody będą się ukazywać co 7 dni – w każdą sobotę. Doszedłem do wniosku, że niestety nie mamy na to czasu. Musimy podkręcić tempo. Powód jest bardzo prosty – making-ofami świata nie podbijemy. Ten cykl ma kilka zalet – wydaje mi się, że jest ciekawy, zawiera ujęcia z trzech kontynentów i został zrealizowany w technologii VR. Jednak musimy na to spojrzeć również z perspektywy osoby, która nie ma pojęcia kim jestem i nie widziała ani jednego odcinka programu „Ten Świat Jest Nasz”. Tym samym nie wie, że tutaj chodzi przede wszystkim o program dziennikarski, a te filmy z selfie-sticka to tylko dodatek. W jej oczach będę tylko kolejnym podróżnikiem-amatorem, który nie wyróżnia się niczym szczególnym w tłumie innych, „selfie-stickowych obieżyświatów”. Podsumowując – pompowanie balonika przez kilka miesięcy mija się z celem. Wszystkie making-ofy opublikuję w ciągu miesiąca – odcinki będą się ukazywać co kilka dni. W ten sposób szybko i sprawnie zamkniemy rozdział „program Ten Świat Jest Nasz w latach 2016-2017” i skupimy się na tym, co najważniejsze, czyli na przyszłości.

Po dodaniu wszystkich making-ofów rozpocznę publikację tzw. „materiałów dodatkowych”. W praktyce będą to filmy skupione na konkretnych zagadnieniach. Opowiem w nich o krajach, które odwiedziłem w pierwszej serii programu. Ponownie wykorzystam dobrej jakości ujęcia. Co ważne – te materiały nie będą „lekko przeterminowane”, tzn. nie będą to filmy, które „dojrzewają” na moim dysku twardym od wielu miesięcy… Tym samym, w przeciwieństwie do making-ofów – będą to materiały, które być może uda się dobrze wypromować. Myślę, że również dla Was, będą one dużo bardziej atrakcyjne, niż making-ofy.

Na koniec jeszcze jedna ważna informacja – prawdopodobnie już za 6 tygodni rozpoczną się oficjalne przygotowania do realizacji drugiej serii programu „Ten Świat Jest Nasz”. To tylko 42 dni – czasu mało, a do zrobienia bardzo dużo. To będzie niesamowicie intensywny i pracowity okres. Będąc szczerym – ja już teraz przygotowuję się do oficjalnych przygotowań… Redaguję ten wpis po godzinie 2 w nocy – odeśpię w busie do Warszawy. Muszę dać z siebie wszystko – najbliższe miesiące zadecydują o losie programu!

źródło zdjęcia: pixabay